Pomysł na teatr

„Godność człowieka jest nienaruszalna.

Jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem wszelkich władz państwowych.”

Artykuł ten otwiera Ustawę Zasadniczą Republiki Federalnej Niemiec (w przekładzie Aleksandra Marka-Sadowskiego) i to na niego powołuje się prokurator generalna oskarżająca majora Luftwaffe Larsa Kocha o zestrzelenie 26.04.2016 lecącego z Berlina do Monachium porwanego przez islamskich terrorystów samolotu, których celem był zamach na stadion z 70 000 widzów meczu Niemcy-Anglia. 

Nic nie słyszeliście o tych wydarzeniach? Pewnie dlatego, że zanim doszło do ataku terrorystycznego major Koch samolot zestrzelił i byłby pewnie opiewany jako bohater narodowy, gdyby nie fakt, że na pokładzie samolotu znajdowało się 164 pasażerów. Teraz stoi przed sądem, który ma uznać go za winnego tudzież niewinnego morderstwa popełnionego na cywilach.

Tak pokrótce przedstawia się akcja dramatu „Terror” Ferdinanda von Schiracha wyświetlonego 17.10.2016 roku w wersji filmowej jednocześnie w niemieckiej, austriackiej, szwajcarskiej i słowackiej telewizji. Premierę na scenie sztuka miała 03.10.2015 w berlińskim Deutsches Theater (z odpowiednio dopasowanymi datami akcji).

Co czyni tą sztukę wyjątkową? Autor nie serwuje widzom gotowca.  Zgodnie z koncepcją całego dramatu to publiczność wkłada togę sędziego i wydaje wyrok. Decyduje większość głosów. Jesienią 2016 roku emocje podkręcał fakt, że głosowali jednocześnie obywatele kilku krajów naraz.

„Terror” bił w sezonie 2015/2016 rekordy popularności w niemieckich teatrach. Argumentacja oskarżyciela, obrońcy, poszczególnych świadków i wreszcie samego oskarżonego pochłania kompletnie odbiorcę tego spektaklu.

I tak na początku rozprawy wielu wychodzi z założenia, że za decyzję zestrzelenia 164 osób dla ratunku 70 000 ludzi pilota nie powinno się ogłaszać winnym. Następnie okazuje się, że pasażerowie podjęli próbę odzyskania kontroli nad samolotem, a po jakimś czasie prokurator Nelson sięga po zacytowany Art.1 Ustawy Zasadniczej Republiki Federalnej Niemiec, co dla wielu widzów miało być punktem zwrotnym w ich toku myślenia. „Państwo nigdy nie ma prawa decydować, czyje życie jest więcej warte. Niezależnie czy dotyczy to setki osób, czy kilku tysięcy.” oznajmia pani prokurator. Według tej argumentacji:

1 życie = nieskończoność, 

nieskończoność x 164 = nieskończoność

nieskończoność x 70 000 =  nieskończoność

nieskończoność = nieskończoność

Co oznacza, że major Koch wszedł w rolę Boga decydującego o tym, kto ma żyć, a kto umrzeć. By jeszcze dobitniej pokazać niekonsekwencję ludzkiej natury powołuje się na dwa przypadki omawiane w filozofii. W pierwszym pracownik stacji kolejowej widzi pędzący po szynach pojazd wprost na pociąg z pasażerami. Zderzenie może spowodować śmierć ok. setki osób. Pracownik stacji może jednak przestawić zwrotnicę i zmienić jego kierunek jazdy. Sęk w tym, że na drugim torze pracuje akurat pięć osób. Niemniej szybkie rozważenie, czy ratować setkę ludzi, czy poświęcić życie pięciu jednostek wielu skłoniłoby do przestawienia zwrotnicy. Jeśli jednak sytuacja przedstawiałaby się następująco, że na zapełniony pasażerami wagon pędziłby pojazd, który można byłoby zatrzymać tylko zepchnięciem z mostu siedzącego na nim faceta z nadwagą, przechodzień, który stanąłby przed takim dylematem nie zdecydowałby się na ten krok. Wówczas równanie 100 za 1 nie działa, bo oznaczałoby to, że musiałby zabić tego człowieka własnoręcznie, a nie za sprawą uruchomienia jakiejś wajchy.

Oskarżony zwraca za to uwagę, że został wykształcony, by bronić państwa z jego obywatelami. Brak reakcji z jego strony na atak terrorystyczny oznacza wystawienie kraju jako bezbronnej ofiary na łaskę zamachowców. Dyskusja z pułapu, czy 164 żyć można poświęcić na rzecz ratowania 70 000 przechodzi w sferę wartości, zasad, jurysdykcji, moralności oraz tego, która z tych norm jest nadrzędną w naszym wzajemnym obcowaniu, w tym w sytuacjach ekstremalnych naszej wspólnej egzystencji.  Czy człowiek ma prawo przedkładać swoje własne intuicyjne poczucie moralności i etyki ponad konstytucję? Czy konstytucja jest dokumentem bezbłędnym, uwzględniającym wszelkie możliwe nuianse?

Autor Ferdinand von Schirach jest pracującym w Berlinie adwokatem w sprawach karnych oraz autorem przetłumaczonych  na wiele języków książek, w tym „Sprawa Colliniego”, w której zajmuje się żenującym (nie)rozliczeniem przez RFN zbrodni nazistowskich (ale o tym w moim innym artykule).  Wnuk szefa Hitlerjugend i gauleitera Wiednia Baldura von Schiracha, skazanego w Norymberdze na 20 lat więzienia co rusz z powodzeniem wyciąga z kąta dzisiejszą, zasiedziałą opinię publiczną i zmusza ją do debaty. Toteż w „Terrorze” nie dziwią gwałtowne zwroty szarpiące odbiorcami dramatu na poziomie wręcz cielesnego bólu. Jako ciekawostkę nadmienię, że ARD przygotowało mały eksperyment z 12 widzami, który miał pokazać, jak nieoczywiste jest podjęcie decyzji w tej sprawie. Podczas debaty, jaka miała miejsce po wyświetleniu filmu i która zgodnie z koncepcją dramatu ma za każdym razem stanowić część składową wystawianej sztuki wybrane 12 osób zmieniło zdanie 28 razy w toku rozwoju sytuacji. Co prawda okazało się, że publiczność niemiecka konsekwentnie wydawała wyrok inny od tego jaki autor sam by wygłosił. Jesienią 2015 przeciętnie 57% widzów w poszczególnych teatrach opowiedziała się za uniewinnieniem majora Kocha. Po atakach w Paryżu liczba ta wzrosła do 60%. W telewizyjnym eksperymencie 86,9% niemieckiej, 84% szwajcarkiej i podobna kwota austriackiej publiczności uznała pilota Luftwaffe za niewinnego. Niemniej autor bez wątpienia przyczynił się do podjęcia w dyskursie społecznym istotnych zagadnień, w tym na powrót każe zastanowić się nad rolą konstytucji w państwie.

Domyślam się, że w trakcie czytania sami zaczęliście się zastanawiać, jaki wyrok, Wy byście wydali. A jeśli Wam zdradzę, że w Niemczech przeciętnie w 25 przypadkach rocznie podnoszone są z ziemi odrzutowce Luftwaffe w celu sprawdzenia, czy samolot pasażerski, z którym wieża kontroli utraciła łączność nie stał się bronią w ręku terrorystów? A teraz pomyślcie sobie, że akurat możecie znajdować się na pokładzie takiego sprawdzanego przez Luftwaffe samolotu… I nie zapomnijcie przy tym wszystkim, że decyduje się los człowieka, któremu w tym nieszczęsnym przypadku przyszło podjąć decyzję…

Nienachalny sposób, w jaki Ferdinand von Schirach zmusza odbiorcę do aktywnego uczestnictwa w spektaklu okazał się takim sukcesem, że potem nastąpiły kolejne projekty. Dramat pt. „Gott” podnoszący kwestię dostępu do eutanazji i spektakl „Feinde”. Ten ostatni znowu rozgrzał niemieckich widzów do czerwoności. Tutaj gra toczy się o życie porwanego dziecka. Akcja dramatu jest oparta na wydarzeniach, które w 2002 roku wstrząsneły Niemcami. Chodzi o sprawę porwania Jakoba von Metzler, syna bankiera z Frankfurtu. Wówczas po trafieniu na ślad porywacza dwóch policjantów chcąc za wszelką cenę uratować dziecko zaczęło mu grozić torturami, aby ten wyjawił miejsce przetrzymywania chłopca. Właśnie ten aspekt wziął na tacę Ferdinand von Schirach. W jego dramacie policjant nie grozi, tylko dopuszcza się tego czynu. Tym razem widz nie podejmował decyzji, jaką karę wymierzyć komisarzowi, tylko miał wybór z czyjej perspektywy chce poznać całą historię: policjanta, czy oskarżyciela. Obydwie wersje dramatu były pokazywane jednocześnie.

Niestandardowe rozwiązania von Schiracha spowodowały, że teraz jego dramaty niejednokrotnie zasilają biblioteki szkolne i są wykorzystywane do podejmowania dyskusji na podjęte w nich problemy na lekcjach etyki i filozofii. Wpisują się też w nowy nurt, którego założeniem jest wprowadzenie publiczności w przestrzeń sztuki, a nie pozostawianie jej tylko w roli obserwatora. Innym przykładem takich zabiegów jest trylogia, opracowana przez brunszwicki teatr miejski poświęcony trzem różnym procesom. Stawiają one pytanie o to, czy przez taką formę można naprawdę rozliczyć się z przeszłości. Serię otworzył spektakl poświęcony procesowi Eichmana. Następnie w kolejce stanął Honecker, w której to sztuce – słuchowisku rozliczano się nie tylko z czynami dawnego głównego sekretarza partii w NRD, ale i częściowo z tym, w jaki sposób przebiegło połączenie obydwóch państw niemieckich (celowo nie użyłam pojęcia „zjednoczenie”). Na każde przedstawienie mogły wejść tylko cztery osoby. Każda z nich dostawała przekaźnik audio, który prowadził widza przez spektakl. Obok opowiedzianej historii dostawał on też wskazówki, co ma w danej chwili zrobić. Każdy uczestnik tego nietypowego spektaklu był wysyłany w którymś momencie do przygotowanego tylko dla niego konteneru. Tam mógł się zapoznać z pochowanymi w różnych pudełkach czasopismami, przedmiotami, zdjęciami, podartymi dokumentami. Na ich podstawie sam miał podjąć decyzję, czy postawiłby Honeckera przed sądem, czy nie. Na temat ostatniej części opracowywanej trylogii wybrano proces RAF-u. W formie był podobny do drugiej części. Jego akcja toczyła się w postawionym w centrum kontonerze. Uczestnicy widowiska także dostawali słuchawki i śledzili historię na podstawie puszczonej opowieści oraz przygotowanych przedmiotów. Trzeba przyznać, że po serii niezbyt udanych inscenizacji, teatr w Brunszwiku stworzył wreszcie coś porywającego.

Idea spektakli wprowadzających odbiorców w przestrzeń opowiadanej historii staje się coraz popularniejsza. Pozwala na wyciągnięcie publiczności z wygodnych foteli. Sztuką staje się znalezienie metody, tak by nie odstraszyć, a zachęcić do takiego uczestnictwa w przedstawieniach.

Zofia Delest

Przewodnicząca wielokulturowego stowarzyszenia Verein für Interkulturelle Projekte V.I.P. e.V. oraz członkini Rady Programowej Domu Kultur w Brunszwiku. Dziennikarka mediów polonijnych, w tym prowadząca audycję „Hallo z Brunszwika” w hanowerskim radio Flora. Założycielka migranckiego teatru zaangażowania społecznego Off Theater Zigarre i koordynatorka wielokulturowych projektów integracyjnych

https://sophiedelest.wordpress.com/

Instagram: @myartsophia